Pokazywanie postów oznaczonych etykietą impoderabilia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą impoderabilia. Pokaż wszystkie posty

piątek, sierpnia 27, 2010



This is something what I plan to do from now on... 
  1. Ask why the poppy must red?
  2. Then answer what colour it should be.
  3. And do it as I wanted...
Because I've read today:
Shoot for the moon!
If you miss you will still be amongst the stars.

piątek, lutego 05, 2010

Why...


















Banana is in...
Polish - banan
German - Banane
Spanish - banano
French - la banane
Portuguese - banana
Italian - banana
Norwegian - banana
Swedish - banana
Greek - μπανάνα - banána
Hungarian - banánra

and in Turkish it's muz 
Interesting... isn't it?
Of course I've asked: why? 
- Because you all use wrong name 

niedziela, kwietnia 12, 2009

Inspirujący parapet wiosną...


Bogaty - to nie ten, kto ma dużo pieniędzy, lecz ten, kto może sobie pozwolić na życie wśród uroków, jakie roztacza wczesna wiosna.
Antoni Czechow

czwartek, marca 19, 2009

Chińskie ciasteczko...














Równe energie mogą się zwalczać w nieskończoność, lecz wspólnie mogą zmienić świat.

Aż nie chce mi się wierzyć, że znalazłam taki cytat... Jest idealny w swojej prostocie, a jednocześnie wyraża wszystko to co chciałabym powiedzieć... i wszystko czego w życiu pragnę...

poniedziałek, lutego 09, 2009

Wolność w nas...

Raz na jakiś czas, zupełnie niespodziewanie ogarnia mnie przenikające uczucie łamania zasad... Czym się objawia? Tym, że muszę nic nie robiąc złamać jak najwięcej zasad, które albo zostały mi narzucone, albo sama je zaakceptowałam.
Dziś właśnie obudziłam się i pomyślałam: Czas na przełamanie kilku zasad.
To uczucie jest całkiem irracjonalne, a jednocześnie bardzo uzasadnione. Na co dzień człowiek jest wciśnięty w sztywne schematy ról jakie pełni przez całe swoje życie. Jeżeli pełni rolę ucznia to jego schematem jest chodzenie do szkoły i odrabianie lekcji, jeżeli pełni rolę pracownika to jest schematem jest chodzenie do pracy i wykonywanie poleconych zadań, jeżeli pełni rolę matki zajmującej się domem to jej schematem jest wszystko co dotyczy zajmowania się domem (pranie, gotowanie, sprzątanie), itp, itd.
Owszem są ludzie, którzy pomimo, że pełnią takie role nie przejmują się niczym i nie trzymają się zasad, które tworzą dany schemat. Ale ja nie o tych chciałam dziś mówić. Druga część populacji to Ci, którzy trzymają się swoich zasad i wypełniają swoje schematy wierząc, że właśnie to jest dobre. Dzięki ich systematyczności mogę liczyć na to, że pociągi jeżdżą według rozkładu, a mój wykładowca tak samo jak pojawił się na pierwszych zajęciach w semestrze pojawi się również na ostatnich, aby przynieść wyniki mojego eseju.
A jednak raz na jakiś czas (chyba) każdego z nas dotyka to uczucie chęci złamania kilku zasad. Nagle okazuje się, że poziom rutyny jest zbyt wysoki i nie można go już znieść. Sankcje jakie nam grożą za nie zrobienie tego czy owego nie stanowią żadnej motywacji, tak jakby nie istniały.
I właśnie dziś ja mam taki dzień...

Czasem tylko zastanawia mnie czy taki dzień to nie jest objaw skrajnego przepracowania i potrzeby szybkiego odbicia się od dna lenistwa, aby dać duszy szybki zastrzyk energii złudnym wrażeniem, że to jednak ona panuje nad ciałem, a nie na odwrót.

poniedziałek, stycznia 26, 2009

"Każda wariatka ma na głowie kwiatka"

Kobieta: Kiedy ma 5 lat: Ogląda się w lustrze i widzi księżniczkę.

Kiedy ma 10 lat: Ogląda się w lustrze i widzi Kopciuszka.

Kiedy ma 15 lat: Ogląda się w lustrze i widzi obrzydliwa siostrę przyrodnią Kopciuszka: "Mamo, przecież tak nie mogę pójść do szkoły!"

Kiedy ma 20 lat: Ogląda się w lustrze i widzi się "za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste", ale mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 30 lat: Ogląda się w lustrze i widzi się "za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste", ale uważa, że teraz nie ma czasu, żeby się o to troszczyć i mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 40 lat: Ogląda się w lustrze i widzi się "za gruba, za chuda, za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste", ale mówi, że jest przynajmniej czysta i mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 50 lat: Ogląda się w lustrze i mówi: "Jestem sobą" i idzie wszędzie.

Kiedy ma 60 lat: Patrzy na siebie i wspomina wszystkich ludzi, którzy już nie mogą na siebie spoglądać w lustrze. Wychodzi z domu i zdobywa świat.

Kiedy ma 70 lat: Patrzy na siebie i widzi mądrość, radość i umiejętności. Wychodzi z domu i cieszy się życiem.

Kiedy ma 80 lat: Nie troszczy się o patrzenie w lustro. Po prostu zakłada liliowy kapelusz i wychodzi z domu, żeby czerpać radość i przyjemność ze świata.

Może wszystkie powinnyśmy dużo wcześniej założyć taki liliowy kapelusz...

Ja już znalazłam swój "liliowy kapelusz", a wy, drogie przyjaciółki?



niedziela, stycznia 25, 2009

Był sobie nieszczęśliwy człowiek...cd...

W drodze powrotnej Człowiek czuł zbliżającą się wielką chwilę, w której poczuje się szczęśliwy. Śpieszył się bardzo.

Najpierw spotkał Drzewo:
- Drzewo, już wiem jak Ci pomóc! Twoje liście zamieniły się w złoto i opadły i leżą na ziemi. Kiedy pada deszcz, spada na liście i nie wsiąka w ziemię dookoła Twojego pnia, tylko odpływa daleko od Twoich korzeni. Zagrabię te liście, spadnie deszcz i będziesz żyć!
- Człowieku, jesteś wspaniały! Dałeś mi życie! Weź w zamian moje złote liście, dadzą Ci dużo szczęścia.

- Nie mogę wziąć Twoich złotych liście, bo będzie mi ciężko. A ja muszę się śpieszyć do szczęścia, które spotkam po drodze.

I poszedł...

Następnie spotkał Dziewczynę:
- Dziewczyno, wiem jak Ci pomóc! Bóg powiedział, że spotkasz pięknego mężczyznę i zakochasz się w nim, a wtedy zamieszkacie razem w tym pięknym domu i będziecie żyli długo i szczęśliwie, pełni radości życia.
- Człowieku, jesteś wspaniały! Dałeś mi nadzieję! Weź w zamian moją gościnę, zostań ze mną i zamieszkaj ze mną w moim domu.
- Nie mogę zostać z Tobą, bo śpieszę się na spotkanie z moim szczęściem, które czeka na mnie.
I poszedł...

Na koniec Człowiek spotkał Wilka:
- Wilku, wiem jak Ci pomóc!
- Człowieku, jesteś wspaniały! Jak można mi pomóc? Co mam zrobić?

- Ty musisz zjeść głupiego człowieka..
.

sobota, stycznia 24, 2009

Był sobie nieszczęśliwy człowiek...

Nieszczęśliwy człowiek postanowił znaleźć swoje szczęście, ale nie wiedział gdzie je znaleźć. Wtedy postanowił, że pójdzie do Boga i zapyta go gdzie znajdzie swoje szczęście. I poszedł...

Szedł przez pola przez lasy...
Na jego drodze stanął wilk:
- Człowieku, pomóż mi, wszystko mnie boli, umieram, nie wiem dlaczego i nie wiem co mam zrobić, żeby żyć.
- Nie wiem co mam zrobić Wilku, żeby Ci pomóc, ale idę do Boga szukać swojego szczęścia, jeżeli chcesz zapytam go o to jak Ci pomóc.

I poszedł...

Szedł przez pola, przez lasy...
Na swojej drodze zobaczył piękny dom, a przed domem piękną zapłakaną Dziewczynę.
- Człowieku, pomóż mi, nie wiem gdzie mam szukać radości, ciągle tylko płaczę i tęsknię za moją radością życia...
- Nie wiem jak Ci pomóc Dziewczyno, ale idę do Boga szukać swojego szczęścia, jeżeli chcesz zapytam go o to gdzie jest Twoja radość życia.

I poszedł...

Szedł przez pola, przez lasy...
Usłyszał łkanie, to drzewo płakało...
- Człowieku, pomóż mi, usycham, nic nie mogę zrobić...
- Drzewo, nie wiem jak Ci pomóc, ale idę do Boga szukać swojego szczęście, jeżeli chcesz zapytam go co zrobić, żebyś żyło...

I poszedł...

Kiedy przyszedł do Boga, on na niego czekał...
- Wracaj do domu, Człowieku, po drodze spotkasz swoje szczęście.
- A co z moimi przyjaciółmi, co mam zrobić, żeby im pomóc?

I Bóg powiedział mu.
A Człowiek poszedł...

ciąg dalszy nastąpi...

piątek, stycznia 23, 2009

Cytat w cytacie za Jonathanem Carroll'em

"24.01
"Byli kiedyś zakochani - namiętnie i z wzajemnością.
To jest jak pajęcza sieć, w którą się wchodzi; nawet
po przejściu przez nią niełatwo jest się uwolnić od wszystkich
nici prawdziwej miłości".

- fragment nowej powieści"


Czy prawdziwa miłość musi być aż namiętna i z wzajemnością?

Czy prawdziwa miłość musi być tylko namiętna i z wzajemnością?

Skąd wiedzieli, że są tak zakochani?

Czy prawdziwa miłość jest tak delikatna jak pajęcza sieć?

Po co uwalniać się od prawdziwej miłości?

Czy w pajęczą nić wchodzimy tak samo chętnie jak w prawdziwą miłość?

Czy w prawdziwą miłość wchodzimy równie niechętnie jak w pajęczą sieć?

Milion pytań i ani jednej odpowiedzi...

sobota, stycznia 17, 2009

Krok po kroku...

Prokrastynacja dała mi wiele do myślenia...
I w związku z tym od dziś, a właściwie od wczoraj wzięłam się ostro do pracy nad sobą.

Na początek kartka papieru i trzy małe cele na kolejny dzień.
Dziś pobudka
i walka ze zjadaczami czasu, takimi jak komputer i niepotrzebne portale.

Rezultat: cele zrealizowane, satysfakcja gwarantowana.



Wniosek: wchodząc na szczyt korzystamy ze stopni schodów, bo nie ma windy i nikt nie da rady wskoczyć na sam szczyt.

czwartek, stycznia 15, 2009

Prokrastynator, czyli student w czasie sesji

Prokra... co?
Prokrastynacja to zjawisko jest wszystkim dobrze znane, najlepiej znają je studenci w czasie sesji. Przez większość z nas nazywane dotychczas "lenistwem", od dziś niech będzie zaszczycone tą fantastyczną nazwą. Aby zobrazować je posłużę się dwoma cytatami:
Boshe spraw, żeby mi się chciało tak jak mi się nie chce... (modlitwa zdaje się Kubusia Puchatka)
oraz

To co masz zrobić dziś, zrób za dwa dni, będziesz mieć dwa dni wolnego. (ludowe porzekadło)
i teraz już wszystko jasne, a jeżeli ktoś nadal nie wiem o czym piszę, to zachęcam do przeszukania internetu, aż roi się od informacji na temat tego schorzenia, tu albo tu.

Choroba przebiega w cyklach, o następujących etapach:

  1. "Chęć zrobienia czegoś
  2. Decyzja o zrobieniu tego
  3. Odkładanie czynności bez poważnego powodu
  4. Uświadomienie sobie niekorzyści, jakie pociąga za sobą odkładanie
  5. Kontynuacja odkładania
  6. Szukanie wymówek bądź odejście od problemu
  7. Odkładanie
  8. Wykonanie zadania w czas, bardzo się przy tym stresując... lub ukończenie go za późno... bądź też nie zrobienie go wcale
  9. Postanowienie o niepostępowaniu w ten sposób w przyszłości
  10. Niedługo po tym sytuacja się powtarza..."
taaak... coś w tym jest...

Poszukajmy zatem rozwiązania:
  • "duże części materiału dziel na małe, łatwiejsze do ogarnięcia w krótkim czasie,
  • sporządzaj listy zadań do wykonania (ale nie poprzestawaj na tym),
  • wiedz, że wszystko trwa dużo dłużej niż sądzisz,
  • wyeliminuj "zajęcia zastępcze", np. ciągłe, nerwowe sprawdzanie emaili,
  • ustal konkretny termin rozpoczęcia danej czynności,
  • znajdź miejsce, w którym nikt nie będzie ci przeszkadzał,
  • zacznij od środka, jeśli nie wychodzi ci początek"
A więc powodzenia w pokonywaniu PROKRASTYNACJI !

poniedziałek, stycznia 12, 2009

Dwie bajki...

Pobudka o 3 nad ranem, rajd przez Wawę na lotnisko, pożegnanie przed bramką i kilka telefonów zanim wyłączę komórkę (z zagranicy już nie zadzwonię, bo za drogo). Potem dwie i pół godziny lotu po to, aby znaleźć się w innej...

bajce
. Waliza, laptop, paszport i klucz do pokoju, do tego trochę ciuchów... tyle potrzeba do tej bajki, a pomimo tego jest bardzo trwała i odciska głębokie piętno.

Wróciłam do domu na Święta Bożego Narodzenia i od Krakowa do Lublina jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zapomniałam czym żyłam przez 3 miesiące w Salford. Pomimo, że żyłam tym jeszcze dwie godziny wcześniej. Jedynym dowodem na istnienie tego czasu są zapisane na dysku eseje i wypożyczone książki. Jak to możliwe, że jeszcze

trzy dni temu nie pamiętałam co działo się w moim życiu przed trzema miesiącami. Kiedy przyleciałam do Salford po raz pierwszy wszystko stanęło na głowie w ciągu jednego dnia. Plan dnia przerodził się w chaos dnia. A z głowy wyparowało nie dość, że ostatnie wakacje, to jeszcze conajmniej rok wstecz. Próbowałam sobie przypomnieć, jak się czułam przed Świętami Bożego Narodzenia rok temu... nic.

Mam nadzieję, że to Boże Narodzenie będzie inne i będę pamiętać ten czas na długo, punkt odniesienia w przyszłości.

Teraz jestem tu i pamiętam wszystko sprzed 3 świątecznych tygodni spędzonych w domu. Dzięki temu, że pamiętam mogę poprawić wszystko co mnie frustrowało i z opportunities czyniło threats.


poniedziałek, stycznia 05, 2009

Narodziny marzenia...

Uwielbiam to uczucie...

Najpierw jest oczekiwanie, długie przygotowania, kiedy robię herbatę (w UK z cukrem i mlekiem), otwieram herbatniki polane czekoladą. Zasiadam wygodnie w dowolnym miejscu, aby czekać, aż się narodzi.

Później nasłuchuję z której strony nadejdzie, czym pachnie i jak się objawi.
Czasem pachnie chłodem norweskich fiordów, czasem paryskim naleśnikiem z czekoladą, czasem jest rosnącym kamieniem na dnie żołądka, kiedy czuję że osiągam sukces.

Niespodziewanie pojawia się nie pukając do drzwi, nie zaglądając w okno, nie czekając na zaproszenie. Pcha się z każdej strony, łaskocząc i podszczypując mnie. A ja już dłużej nie mogę usiedzieć na miejscu, tylko rzucam się w wir realizacji mojego nowego... marzenia.

Tak rodzi się każde moje marzenie.

2/3 i 1/3

Jest 4 stycznia, mija drugi tydzień odkąd jestem w domu i został jeden tydzień do powrotu do Salford.

Odkąd przyjechałam, słowa "wracać" i "wyjeżdżać" kilkakrotnie zmieniły swoje znaczenie. Aby komunikacja przebiegała bez zakłóceń, muszę dodać kierunek.

Część znajomych jest już back in Salford. Ile bym dała, żeby też tam być...
Pewnie tyle samo ile będę skłonna dać za tydzień, żeby znaleźć się tu gdzie jestem teraz.

Ehhh, że też człowiek nigdy nie może nacieszyć się tym co ma...

sobota, stycznia 03, 2009

Domowa apteczka...

Nawiązując do wróżb noworocznych moja się sprawdza.
Miał być gorący rok i jest... Już 2. stycznia rozłożyła mnie choroba z 38 stopniami gorączki.
W ruch poszły wszystkie chemiczne specyfiki, które znalazłam w domu.

Nie obeszło się też bez wspomnień R. o tym czym leczono ich w dzieciństwie.
Wieczór upłynął wesoło pod hasłem "medycyna domowa".
O to kilka fantastycznych medykamentów :)

  1. Bańki - bańki na wszystko, po długich debatach nie doszliśmy co daje postawienie baniek choremu, ale na pewno pomaga, więcej znalazłam na wiki.
  2. Syrop z cebuli i cukru - wyśmienity na kaszel, nie mogłam w to uwierzyć, ale znów znalazłam mnóstwo odnośników w internecie.
  3. Chleb z cukrem palony nad świeczką - na katar... a tak na prawdę nie działało na nic, ale fantazja autora pomysłu godna uznania.
  4. Smalec i pergamin - na przeziębienie ogólnie, smalcem smaruje się klatkę piersiową i przykrywa pergaminem na noc, M. nie wie czy jej to pomogło, ale pamięta nieprzespaną noc z powodu szeleszczącego pergaminu.
  5. Masło z miodem i mlekiem, a dla dorosłych ze spirytusem - na gardło, to pamiętam nawet ja, na gardło działało jak papier ścierny.
Nie chcę być niesprawiedliwa, bo nie sprawdzałam działania wszystkich specyfików, ale cieszę się, że silne lobby koncernów farmaceutycznych wprowadziło na rynek kilkanaście lekarstw. Dzięki temu mogę wybrać między wdychaniem dymu na katar a zapuszczeniem kropelek do nosa.

Pozostaje jeszcze wspomnieć o dwóch skrajnych przypadkach medycyny ludowej. Kto czytał Potop ten pamięta jak Kiemlicze zagniatali chleb ze śliną i pajęczyną na rany Kmicica. Pomogło? Pomogło... ba... musiało pomóc bo w ten sposób wytwarzano pleśń penicillium, czyli nasza dzisiejsza penicylina. Drugi przypadek jaki przyszedł mi do głowy to biedna Rozalka z nowelki Antek, której niestety nie pomogło wygrzewanie w piecu przez 3 zdrowaśki.

W kwestii zdrowia najważniejszy... zdrowy rozsądek :)

czwartek, grudnia 25, 2008

Moje Boże Narodzenie

Czuję się Europejką, czuję się kosmopolitką, uwielbiam podróżowanie po świecie, uwielbiam poznawać inne kultury, ale jedyna rzecz której nie potrafię sobie wyobrazić to Święta Bożego Narodzenia bez rodziny...

Odkąd pamiętam zawsze była choinka z ozdobami, które są chyba starsze ode mnie, np. ten króliczek. Odkąd pamiętam zawsze była zapalona świeca na stole przez cały wieczór i najczulsze życzenia R...

Potem długa kolacja wigilijna i dyskusje na bardzo głębokie tematy o religii, o wszechświecie, o historii, o tradycjach, które zanikły, opowieści o tym jak było kiedyś...

Wigilia Bożego Narodzenia jest co roku. Na szczęście dla mnie co roku jest taka sama. Niestety dopiero w tym roku zdałam sobie sprawę ile ta "rutyna" jest dla mnie warta, jest właściwie bezcenna. Nie wyobrażam sobie innych Świąt. Na szczęście zdałam sobie z tego sprawę...

sobota, września 20, 2008

The University of Salford

Taki obraz ukazał się moim oczom już drugiego dnia pobytu w Anglii.



Jedna z podstawowych różnic dotyczących wyższej edukacji w Polsce i w Anglii (na przykładzie UMCS i Salford) to według mnie tworzenie wizerunku uczelni. Dzięki czemu studenci identyfikują się z uniwersytetem, na którym spędzili kilka lat.

Pracownicy techniczni noszą koszulki albo bluzy z logo uczelni, pracownicy Unii Studenckiej noszą koszulki z logo Unii, a od pierwszego tygodnia roku akademickiego wszędzie rozdawane są różne drobiazgi i booklety związane z uczelnią i miastem. Dodatkowo studenci łatwiej nawiązują kontakt między sobą, kiedy na każdym kroku spotyka się studentów ubranych w bluzy albo koszulki z logo uczelni albo noszących torby z logo Unii Studenckiej.

Warto wspomnieć, że wszystkie te gadżety wykonane są z dobrej jakości materiałów, bluzy są ciepłe, a nadruki nie znikają po pierwszym praniu.


Peel Building - żywa historia, stoi tu od 1896 i wygląda fantastycznie :)

poniedziałek, grudnia 31, 2007

30 grudnia, 2007, Smerek 1222 m n p m, 6 rano (od prawej: Brat, ja, Mirek i Arthur)