Kilka miesięcy temu aplikowałam na program staży zagranicznych organizowanych przez AIESEC. Miesiąc temu zostałam dopasowana do jednej firmy w Turcji na płatną praktykę menedżerską. A od kilku dni mieszkam w Bursie, TR. I próbuję ubrać w słowa to całe szaleństwo, które dzieje się wokół mnie.
Zapraszam do śledzenia moich przygód w specjalnie wydzielonym internetowym kąciku, gdzie snuje się bajka słowo za słowem... http://baklava-izabela.blogspot.com/.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
wtorek, września 21, 2010
wtorek, sierpnia 24, 2010
Postcard from Bahrain
COUNTDOWN TILL WE'RE TOGETHER AGAIN
Here are 10 Things for you to do while we're apart...
10. Think of a thousand sexy nicknames for me - Canım, Aşkım, Bebeğim...
9. Pick a daisy and do that "Loves me, loves me not" thing until you end up on "Loves me" - I don't need to do this, because I know the result...
8. Call the radio station and have them play songs that make you think of me - it's impossible, because I should call Power Extra Lounge
7. Practice running toward me in slow motion with your arms outstretched - this one is funny
6. Go out and buy some killer new underwear (Think silk.) - black with lace
5. Do lip exercises - hahaha
4. Reserve a spot for me at my favourite place in town - which town Canım?
3. Buy three cans of whipped cream and some elbow pads. I'll explain later - you're crazy !!!
2. Sulk and pout. Hey not all these things are supposed to be fun.
This was the best postcard I've ever received.
But... Why should I be the only one who's missing somebody?
I want the next postcard answering this question...
Here are 10 Things for you to do while we're apart...
10. Think of a thousand sexy nicknames for me - Canım, Aşkım, Bebeğim...
9. Pick a daisy and do that "Loves me, loves me not" thing until you end up on "Loves me" - I don't need to do this, because I know the result...
8. Call the radio station and have them play songs that make you think of me - it's impossible, because I should call Power Extra Lounge
7. Practice running toward me in slow motion with your arms outstretched - this one is funny
6. Go out and buy some killer new underwear (Think silk.) - black with lace
5. Do lip exercises - hahaha
4. Reserve a spot for me at my favourite place in town - which town Canım?
3. Buy three cans of whipped cream and some elbow pads. I'll explain later - you're crazy !!!
2. Sulk and pout. Hey not all these things are supposed to be fun.
1. MISS ME! (Why should I be the only one who's missing somebody?)
This was the best postcard I've ever received.
But... Why should I be the only one who's missing somebody?
I want the next postcard answering this question...
wtorek, maja 26, 2009
Hidden Manchester...
We went to Town by train from salford crescent at 13:03 pm to the victoria station. First stop was Cathedral and then Urbis, John Ryland Library and City Art Gallery.
We went to Odeon to watch the movie of ' Angels and Demons' .
3. Stage (20pm -22pm) Dinner at Turkish Restaurant
We went to have a dinner at a Turkish Restaurant named 'Topkapi Palace'. Here is a link for Menu http://www.onionring.co.uk/menuholder.asp?section=Restaurants&RID=3323&menu=topkapi_palace_2.gif
I'm glad that I could spend my last days in the UK with all of you Erasmus Students in the city, which brought me happiness and live for the last one year.
I will never forget those moments...
I will always go back to my memories and pictures which will remind me the best days of my life...
niedziela, maja 03, 2009
The most beautiful place in the world
Holyhead, Holy Island, Wales...
We were lucky, because it appeared that this island has unbelievable friendly inhabitants.
However it was worthy to spend there some time. The place was really nice
The man who promised to pick us up, occured at the meeting point on time and took us to lighthouse with his car. So kind of him... We are still impressed by his kindness.
On the way back to the train station we hitchhiked and spent 3 hours in different trains with the most bizarre people ever. In the end it doesn't matter, it was worthy. Check it out !
piątek, kwietnia 03, 2009
Wiosenny plener
Chwila zastanowienia, ostatnie spojrzenie za okno, pogoda jak marzenie i już dwoje krejzoli jedzie na wiosenny plener. Plan jest prosty złapać światło "złotej godziny" przed zachodem słońca. Tym razem na miejsce pleneru wybraliśmy jedno z jezior Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego. Efekty poniżej i jak zwykle w stałym miejscu.




niedziela, marca 22, 2009
Pierwszy Dzień Wiosny...
21 marca... Pierwszy Dzień Wiosny tego roku okazał się bardzo łaskawy i obdarzył nas słońcem i ciepłem. Razem z grupą studentów Erasmusów (i nie tylko) wybraliśmy się na wycieczkę organizowaną przez International Society do Lake District.
Przed wyjazdem słyszałam, że tam jest bardzo ładnie, ale to co zobaczyłam przerosło moje oczekiwania... Było ślicznie i do tego fantastyczna pogoda.
O to kilka fotek, więcej jak zwykle tutaj.






Przed wyjazdem słyszałam, że tam jest bardzo ładnie, ale to co zobaczyłam przerosło moje oczekiwania... Było ślicznie i do tego fantastyczna pogoda.
O to kilka fotek, więcej jak zwykle tutaj.
wtorek, marca 17, 2009
Whitby
Kolejny weekend minął bezpowrotnie... Trochę żal, ale jak sięgnę pamięcią do tego co przyniósł to niczego nie żałuję...
Razem z grupą znajomych i International Society wybraliśmy się na wschodnie wybrzeże do Whitby i nad zatokę Robin Hood'a. Pogoda była fantastyczna, zupełnie jak nie w Anglii, a i miejsce okazało się zdumiewająco piękne...
Kolejny etap wyjazdu to Zatoka Robin Hood'a i wspaniałe klify... temperatura około 10-15 stopni i ani podmuchu wiatru. Do tego szybka kawusia i dalej w drogę.
Z całą pewnością to był jeden z piękniejszych dni w trakcie pobytu w Anglii...
poniedziałek, marca 02, 2009
Chester...
Kolejny weekend i kolejna fantastyczna wyprawa ze znajomymi Erasmusami. Tym razem do Chester w bardzo międzynarodowym gronie. Co prawda byłam już w tym miasteczku, ale warto było udać się tam jeszcze, zwłaszcza w takim gronie... Przy okazji ćwiczyliśmy turecki, czeski, słoweński i polski. Oto kilka fotografii...




Wnętrza katedry w Chester.
Po drodze znaleźliśmy wiosnę.
I tu...
A o to 6 śmiałków... i te twarze roześmiane.
niedziela, lutego 15, 2009
Sobota w Leeds...
Leeds to niewielkie miasteczko oddalone od Manchesteru o godzinę drogi pociągiem na północny-wschód (w głąb kraju).

Najpierw naszym oczom ukazały się ośnieżone wzniesienia, podczas gdy w Manchester i Leeds nie ma ani grama śniegu. Cała podróż upłynęła w mgnieniu oka na polskich rozmowach na bardzo poważne tematy jak historia, polityka i ekonomia Polski i Wielkiej Brytanii (musiało się tak skończyć, w końcu na wycieczkę wybrali się historyk, politolożka i finansistka).
Leeds przywitał nas...małym głodem i mlecznie zachmurzonym niebem (kiepska pogoda na robienie zdjęć).
Najpierw wybraliśmy się zobaczyć ruiny opactwa Kirkstall...

Było ładnie...

Czasem bardzo wzniośle...

A czasem bardzo mrocznie...
Po odwiedzinach w opactwie, udaliśmy się obejrzeć Królewską Zbrojownię, która zrobiła na nas ogromne wrażenie. Muzeum mieści się w nowym budynku przygotowanym specjalnie na potrzeby zbrojowni, a eksponaty przewyższają jakością i ilością większość znanych mi muzeów.

Nie można zapomnieć o specjalnym kąciku dla dzieci, który jest w każdym miejscu związanym z kulturą, sztuką i historią. My trafiliśmy również na pokaz walki i cięcia melona...

Nawet na nas zrobiło to wrażenie, a co dopiero na dzieciakach...
Całe szczęście mamy Muzeum Powstania Warszawskiego, które według mnie zapoczątkowało nową erę przedstawiania historii w Polsce.
Po Zbrojowni udaliśmy się na kolację, a że były Walentynki... to ze stolikiem było coraz ciężej. Koniec końców znaleźliśmy przyjemną restauracyjkę w okolicy kościoła Świętego Johna, a następnie udaliśmy się na stację, żeby złapać pociąg. Wróciliśmy później niż planowaliśmy, ale warto było...
Więcej zdjęć tutaj.

Najpierw naszym oczom ukazały się ośnieżone wzniesienia, podczas gdy w Manchester i Leeds nie ma ani grama śniegu. Cała podróż upłynęła w mgnieniu oka na polskich rozmowach na bardzo poważne tematy jak historia, polityka i ekonomia Polski i Wielkiej Brytanii (musiało się tak skończyć, w końcu na wycieczkę wybrali się historyk, politolożka i finansistka).
Leeds przywitał nas...małym głodem i mlecznie zachmurzonym niebem (kiepska pogoda na robienie zdjęć).
Najpierw wybraliśmy się zobaczyć ruiny opactwa Kirkstall...
Było ładnie...
Czasem bardzo wzniośle...
A czasem bardzo mrocznie...
Po odwiedzinach w opactwie, udaliśmy się obejrzeć Królewską Zbrojownię, która zrobiła na nas ogromne wrażenie. Muzeum mieści się w nowym budynku przygotowanym specjalnie na potrzeby zbrojowni, a eksponaty przewyższają jakością i ilością większość znanych mi muzeów.
Nie można zapomnieć o specjalnym kąciku dla dzieci, który jest w każdym miejscu związanym z kulturą, sztuką i historią. My trafiliśmy również na pokaz walki i cięcia melona...
Nawet na nas zrobiło to wrażenie, a co dopiero na dzieciakach...
Całe szczęście mamy Muzeum Powstania Warszawskiego, które według mnie zapoczątkowało nową erę przedstawiania historii w Polsce.
Po Zbrojowni udaliśmy się na kolację, a że były Walentynki... to ze stolikiem było coraz ciężej. Koniec końców znaleźliśmy przyjemną restauracyjkę w okolicy kościoła Świętego Johna, a następnie udaliśmy się na stację, żeby złapać pociąg. Wróciliśmy później niż planowaliśmy, ale warto było...
Więcej zdjęć tutaj.
czwartek, lutego 05, 2009
Podróże kształcą... wyształconych...
Przysłowie stare jak świat, ogołocone z logiki poprzez zapominanie o ostatnim wyrazie, który według mnie jest esencją, wracało do mnie przez cały czas pobytu w Szkocji. Wyjazd był bardzo udany, poza małymi wyjątkami...
Kilka wydarzeń dało mi do myślenia. A z myślenia urodziło się kilka wniosków.
Po pierwsze i najważniejsze silniejszy od naszej kultury jest nasz charakter. Nie da się wszystkich nieporozumień usprawiedliwić różnicami międzykulturowymi, ponieważ to oznaczałoby, że Ziemia jest miejscem niemożliwym do zamieszkania przez ludzi różnych narodowości. A to założenie jest z gruntu nieprawdziwe. Porozumienie może być zawsze osiągnięte jeżeli dwie osoby tego po prostu chcą, kwestia tej samej bądź podobnej kultury jest sprawą drugorzędną, która tak na prawdę dodaje tylko pikanterii i orientalizmu w przypadku kultur znacznie różniących się od siebie.
Po drugie i tak samo ważne na świecie jest ponad 6 mld ludzi i będzie jeszcze więcej. Każdy ma równe prawo do własnej opinii na każdy temat i do wyrażania jej nie obrażając innych. W konfrontacji między różnymi opiniami albo spotkają się dwa takie same zdania, albo dwa podobne, albo dwa zupełnie sprzeczne. W każdym z przypadków najważniejsza jest akceptacja faktu, że każdy ma prawo do swojej opinii. Pomimo, że to truizmy to jednak ciągle znajdą się ludzie, którzy nigdy nie zaakceptują tego faktu i będą oceniać opinie innych w kategoriach "dobra" i "zła".
Po trzecie i równie ważne nie toleruję bardziej niż myślałam:
P.S. Pamiętajcie, że nawet w Szkocji można spotkać ludzi, którzy będą chcieli po prostu spędzić miło wieczór przy pogawędkach i herbacie.
I jeszcze optymistyczny akcent...
Kilka wydarzeń dało mi do myślenia. A z myślenia urodziło się kilka wniosków.
Po pierwsze i najważniejsze silniejszy od naszej kultury jest nasz charakter. Nie da się wszystkich nieporozumień usprawiedliwić różnicami międzykulturowymi, ponieważ to oznaczałoby, że Ziemia jest miejscem niemożliwym do zamieszkania przez ludzi różnych narodowości. A to założenie jest z gruntu nieprawdziwe. Porozumienie może być zawsze osiągnięte jeżeli dwie osoby tego po prostu chcą, kwestia tej samej bądź podobnej kultury jest sprawą drugorzędną, która tak na prawdę dodaje tylko pikanterii i orientalizmu w przypadku kultur znacznie różniących się od siebie.
Po drugie i tak samo ważne na świecie jest ponad 6 mld ludzi i będzie jeszcze więcej. Każdy ma równe prawo do własnej opinii na każdy temat i do wyrażania jej nie obrażając innych. W konfrontacji między różnymi opiniami albo spotkają się dwa takie same zdania, albo dwa podobne, albo dwa zupełnie sprzeczne. W każdym z przypadków najważniejsza jest akceptacja faktu, że każdy ma prawo do swojej opinii. Pomimo, że to truizmy to jednak ciągle znajdą się ludzie, którzy nigdy nie zaakceptują tego faktu i będą oceniać opinie innych w kategoriach "dobra" i "zła".
Po trzecie i równie ważne nie toleruję bardziej niż myślałam:
- oszukiwania prosto w oczy - bo to prowadzi prosto do nieporozumień
- braku odpowiedzi na pytanie albo jakiejkolwiek reakcji podczas rozmowy - bo to zmusza mnie do monologu
- celowego spóźniania się oraz spóźniania się - nawet jeżeli ma to podłoże kulturowe, to można to wyeliminować
- prób prowadzenia mnie za rękę - bo nie rozumiem dlaczego mam wchodzić do każdego sklepu z whisky, jeżeli nie lubię whisky
- prób wychowywania mnie i docierania do grupy - bo za bardzo cenię pracę moich Rodziców, żeby teraz pozwolić zniszczyć dwadzieścia parę lat ich ciężkiej pracy
- picia alkoholu na kilka godzin przed prowadzeniem samochodu - bo zasada Piłeś - nie jedź! jest najprostszą w życiu a do tego najbezpieczniejszą.
P.S. Pamiętajcie, że nawet w Szkocji można spotkać ludzi, którzy będą chcieli po prostu spędzić miło wieczór przy pogawędkach i herbacie.
I jeszcze optymistyczny akcent...
Szkocja w kilku ujęciach...
Po powrocie ze Szkocji przygniótł mnie natłok zajęć i planów związanych z nowym semestrem i spełnianiem postanowień noworocznych, dlatego jeszcze nie zdążyłam opisać wyjazdu do Szkocji.
Jedyne co udało mi się zrobić w miarę szybko, to przejrzeć zdjęcia i znaleźć pośród nich kilka wartych zaczepienia oka...





Reszta zdjęć tutaj
Jedyne co udało mi się zrobić w miarę szybko, to przejrzeć zdjęcia i znaleźć pośród nich kilka wartych zaczepienia oka...
Reszta zdjęć tutaj
wtorek, stycznia 27, 2009
Szkocja...
Sesja, sesja i po sesji. A co studenci robią po sesji? Odpoczywają i odreagowują stres związany z sesją. Dlatego razem z kilkorgiem znajomych z Salford postanowiliśmy wybrać się na małe wakacje w przerwie między semestrami, aby wrócić pełni sił i zapału do pracy w semestrze letnim. Wolne mamy aż do niedzieli, dlatego pozwoliliśmy sobie na dłuższy wypad. Po długich debatach, decyzja zapadła...and the winner is... Scotland !
Wynajęliśmy samochód, zebraliśmy grupę 6-7 osób (docierają do mnie sprzeczne informacje), zarezerwowaliśmy hostele i wyruszamy w drogę. Pierwotny plan zakłada zobaczenie Glasgow, Edynburg, Dundee, Aberdeen, Inverness i Fort William. Ale zobaczymy gdzie nas dobre wiatry zaprowadzą.
Do niedzieli nie pojawi się żaden nowy wpis, chyba że uda nam się dostać trochę internetu po drodze, tak przynajmniej z pół wiaderka. Natomiast jak tylko wrócę, postaram się obrobić wszystkie zdjęcia i zamieścić je w stałym miejscu, czyli tutaj.I jeszcze cytat z mojej ulubionej książki i filmu z dzieciństwa...
"Cała naprzód ku wielkiej przygodzie!
Taka gratka nie zdarza się co dzień!"
niedziela, września 21, 2008
Trip to York
To był długi dzień, ale było warto...
Niestety zaraz po przyjeździe do Salford nie zdążyłam kupić biletu na darmową wycieczkę do York.
Pozostało mi jedynie czyhanie na to, że ktoś kto miał bilet rozmyśli się z wyjazdu.
Kiedy tak stałam w innymi osobami, które również nie miały biletu, podeszła Susan (ze Students' Union) i zapytała kto chce jechać, bo jest jedno wolne miejsce... To był jeden z niewielu momentów od kilku dni kiedy samotność w UK opłaciła się ;)
Mina mi nieco zrzedła kiedy na miejscu okazało się, że karta pamięci z mojego aparatu została w komputerze w pokoju... Na szczęście York okazał się olbrzymim centrum handlowym.
York okazał się cudownie angielskim miastem z pozostałościami murów obronnych, ruinami zamku i katedrą. Nie polecam wycieczki w weekend, ponieważ miasto cieszy się dużą popularnością, zwłaszcza kiedy pogoda dopisze, tak jak było to w moim przypadku.
Pierwszą wycieczkę po Anglii uważam za bardzo udaną, choć dzień był bardzo długi i męczący. Nawiązałam kontakt z "rodaczką" ;), jest nas dwie na obczyźnie...
Więcej zdjęć tutaj
Pozostało mi jedynie czyhanie na to, że ktoś kto miał bilet rozmyśli się z wyjazdu.
Kiedy tak stałam w innymi osobami, które również nie miały biletu, podeszła Susan (ze Students' Union) i zapytała kto chce jechać, bo jest jedno wolne miejsce... To był jeden z niewielu momentów od kilku dni kiedy samotność w UK opłaciła się ;)
Mina mi nieco zrzedła kiedy na miejscu okazało się, że karta pamięci z mojego aparatu została w komputerze w pokoju... Na szczęście York okazał się olbrzymim centrum handlowym.
Pierwszą wycieczkę po Anglii uważam za bardzo udaną, choć dzień był bardzo długi i męczący. Nawiązałam kontakt z "rodaczką" ;), jest nas dwie na obczyźnie...
Więcej zdjęć tutaj
czwartek, września 18, 2008
Pierwszy dzień w Anglii
Pierwszy dzień był straszny...
Bardzo duża dawka stresu, równie duża dawka adrenaliny i bardzo małe dawki spożywanych pokarmów :) bagaż wypchany po brzegi i bardzo szeroko otwarte oczy.
Tak zaczął się mój roczny pobyt w Salford (UK) w ramach Programu Erasmus.
więcej zdjęć
Subskrybuj:
Posty (Atom)





