Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

środa, marca 04, 2009

Vicky Cristina Barcelona...

Ten film to prawdziwa mieszanka pożądania, miłości, zazdrości, niespełnionych marzeń i pragnień. Tak jak nasze życie... może tylko brakuje w nim rewolweru... Amerykańska hollywoodzkość i hiszpański temperament stworzyły nieskazitelny obraz na tle przepięknej Barcelony. O ile fabuła filmu przez większość trwania wydaje się być mocno oderwana od rzeczywistości, o tyle zakończenie staje się niczym kubeł zimnej wody na głowę.
Film opowiada historię dwóch kobiet Vicky i Cristiny, które chcąc nie chcąc wplątują się w związek Marii Eleny i Juana Antonio. Czasem jest pięknie jak w Hiszpanii, czasem dramatycznie, nie brakuje też swoistego happy endu. Wszystko pokazane oczami Woody'ego Allena.

Przesłanie? Według mnie chyba coś takiego:

...życie jest bogatsze od wszelkich norm, ale nawet po największych zawirowaniach wszystko wraca do normy...

niedziela, marca 01, 2009

"Green eyed monster"

Od tygodnia jestem pod wrażeniem i z podziwu wyjść nie mogę.

Tydzień temu razem ze znajomymi udałam się na gig, podczas którego występowało kilkoro wykonawców. Najpierw na scenę wyszedł chłopak, którego imienia nie pamiętam. Starał się jak mógł, ale do odpowiedniego poziomu brakuje jeszcze trochę, kilka razy zapomniał akordów, a kilka razy tekstu. Na szczęście potem było już tylko lepiej...

Gdy na scenie pojawiła się Jess Kershaw, nic nie zapowiadało tego co zaprezentuje. Wykonała kilka piosenek, w większości swojego autorstwa, które mnie powaliły na kolana. Zarówno głos jak i gra na gitarze i klawiszach nieskazitelne, do tego niepowtarzalny akompaniament skrzypiec w wykonaniu siostry znajomej. Tak na prawdę to trudno cokolwiek jeszcze dodać, bo trudno opisywać muzykę.
Więcej szczegółów oraz możliwość posłuchania utworów - tutaj.

Tego wieczoru na scenie pojawili się również Luke - 14-letni chłopak z niesamowitym głosem i grą na gitarze oraz Joni - młoda dziewczyna, zaprezentowała fantastyczną grę na klawiszach i skrzypcach oraz umiejętności wokalne.

poniedziałek, stycznia 19, 2009

Jeśli Ziemia zginie, my zginiemy...

...jeśli my zginiemy, Ziemia przetrwa...

W ostatni piątek wybrałam się do kina na bardzo głośny film Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia (The Day the Earth Stood Still) z jednym z moich ulubionych aktorów filmowych - Keanu Reeves w roli głównej. Dodatkowym autem seansu był format filmu Imax, w jakim go pokazano.

Szybko okazało się, że efekt Imax jest jedynym plusem filmu.

Po dość przydługim wstępie, przyszedł czas na sceny, którymi reżyser postanowił zabić swoje dzieło śmiechem widowni.
Najpierw główna bohaterka, zgodnie ze słowami starego porzekadła "gdzie diabeł nie może tam babę pośle" sama spośród tysiąca zgromadzonych podeszła do "ufoludka". Następnie z postrzelonego "ufoludka" trysnęła krew konsystencji ketchupu. A na koniec, kiedy ludzkość pozbywała się małego "ufoludka", ze statku kosmicznego kształtu kuli ziemskiej wyłonił się duży "ufoludek". Tłumy na sali oszalały ze śmiechu.

Dalej jest już tylko gorzej. Film jest tak przewidywalny jak to, że zima znów zaskoczy drogowców.
Zakończenie filmu wprowadza w dosłowne osłupienie i nie pozwala wstać widzowi z fotela. Nie dlatego, że jest tak dobre, ale dlatego, że wszyscy czekają na dalszą część, koniec w tym miejscu po prostu nie pasuje.

Rozumiem... film jest na podstawie oryginału z 1951 roku, inne czasy. Zdaję sobie sprawę również z tego, że kino science-fiction rządzi się swoimi prawami. Ale mam wrażenie, że ten film nie przypadnie do gustu nawet miłośnikom tego gatunku, a Keane Reeves poważniej zastanowi się nad grą w tego typu filmach.

Jedyną rzeczą wartą zwrócenia uwagi jest ,według mnie, przesłanie filmu. W filmie pokazane jest to w sposób bardzo amerykański: dymiące kominy, platformy wydobywające ropę oraz to jak korzystamy z zasobów Matki-Ziemi powinny nas zmusić do myślenia o tym ile jeszcze będziemy w stanie żyć na ziemi pełnej naszych odpadków. I pomimo, że brzmi to apokaliptycznie, to chyba w jakimś stopniu znieczuliliśmy się na tą kwestię.

Podsumowując, film jest miernej jakości i bez wątpienia "Dniem w którym zatrzyma się ziemia", będzie dzień, w którym ten film otrzyma jakiekolwiek nagrody filmowe...